Wehikuł Czasu

Czyli wspomnienia w wersji analogowej.

Wspomnienia.

Dla mnie są czymś unikatowym, wyjątkowym i cenniejszym niż złoto. Dużo osób mówi „nie żyj przeszłością”, „nie roztrząsaj”, „żyj chwilą”, ale we wspomnieniach przecież zupełnie nie o to chodzi! Przynajmniej dla mnie. Rozumiem je jako bazę, podstawę naszego obecnego „ja”, bo jakby nie patrzeć, jako ludzie, składamy się nie tylko z tkanek. Jesteśmy sumą momentów, chwil i emocji, których doświadczyliśmy w trakcie naszego życia i które wpłynęły na to, jacy jesteśmy dziś. Tu i teraz. To one budują naszą tożsamość.

Kim byśmy byli bez wspomnień? Bez pamięci o tych, których tak bardzo kochaliśmy. Bez pamięci o tych wszystkich razach, kiedy się udało. Bez pamięci o tej chwili, kiedy byliśmy szczęśliwi i tego, co sprawiło, że tak się czuliśmy.

Dlatego kocham usiąść późnym wieczorem lub bardzo wczesnym rankiem w zacisznym miejscu, z kubkiem wrzącej kawy i głową otwartą na powrót do przeszłości. Nie, żeby roztrząsać, ale żeby poczuć jeszcze raz. Przypomnieć sobie te chwile, które ukształtowały mnie jako człowieka i tych ludzi, którzy nauczyli mnie tak wiele, stając się częścią mojego świata. Wspomnienia pozwalają mi doceniać bardziej teraźniejszość, cieszyć się nią i celebrować każdą chwilę. Uczą lepiej przeżywać emocje. Wywołują łzy wzruszenia i uczucie dumy, kiedy uświadamiam sobie jaką drogę udało mi się już przejść, ale też ekscytację na myśl o przeżywaniu kolejnych momentów i doświadczaniu życia, przeżywania go codziennie 🙂

Wiecie co jeszcze uwielbiam? Zdjęcia – odkrycie no. 1 ludzkości ! Przeżywanie chwili to jedno, a powrót do niej po kilku ładnych latach przeglądając fotografie to drugie – oba nie do podrobienia!

Nie wiem jak Wam, ale mnie wspomnienia najlepiej smakują w wersji analogowej. Generalnie jestem dziewczyną, która z technologią się nie przyjaźni (niestety!) i najchętniej wszystko robiłabym w formie tradycyjnej, jednak umówmy się. Wydrukowane na śliskim papierze, z widocznymi odciskami linii papilarnych wszystkich tych, przez których ręce przeszło (mimo próśb, by trzymać za rogi), lekko zakurzone i pachnące tak specyficznie i nie do podrobienia… leżące w jednym z okienek w albumie. Wspomnienie na papierze – kosmos!

Zawsze kochałam albumy ze zdjęciami. Uwielbiałam nawet jako dzieciak wyciągać je i przeglądać każdą fotografię po kolei pytając rodziców „kto to?” i „gdzie to?” Możecie sobie zatem wyobrazić jak wielkie było moje rozgoryczenie, gdy w trakcie przeprowadzki 3 lata temu, albumy zapadły się pod ziemię, nie zostawiając po sobie śladu. Była złość i rozpacz, nie ukrywam. Ostatnio jednak zdarzył się cud, za który jestem ogromnie wdzięczna kwarantannie! Ilość czasu wolnego doprowadziła do sytuacji, w której zostały rozpakowane ostatnie kartony (tak, po 3 latach, proszę nie oceniać), a wśród nich odnalazły się analogowe wspomnienia! ULGA. W ruch oczywiście poszły chusteczki do otarcia łez wzruszenia oraz kawa.

Jeśli macie ochotę, to usiądźcie wygodnie i zróbcie sobie coś do picia. Zapraszam Was na mały #TB z mojego życia 🙂

Moje dzieciństwo, a przynajmniej znaczna jego część, to rowery.

Dzieki tym zdjęciom mogę podziwiać młodość mojego taty, jego rodziców i dziadków 🙂

Wspomnień nie kupicie za pieniądze ani nie pożyczycie od kogoś innego. Musicie je stworzyć i to jest w nich piękne! Są integralną częścią naszego życia, nadają mu wartość i sprawiają, że jest ono jedyne w swoim rodzaju, niezastąpione.

Żyjcie swoje życie. Doświadczajcie ile wlezie, budujcie bazę wspomnień, żeby mieć do czego wracać i czym się wzruszać. Róbcie zdjęcia! Nie wszystko jesteśmy w stanie pamiętać na bieżąco, historie i ludzie z nimi związani często chowają się w odmętach pamięci – nie pozwólmy, żeby tam zostali 😉

K.